Drastycznie spada sprzedaż biletów komunikacji miejskiej w Warszawie

Bardzo nieznacznie wzrosły wpływy po ostatniej podwyżce biletów komunikacji miejskiej, za to drastycznie spada ich sprzedaż. Ratusz zakładał, że w 2013 r. zarobi dodatkowo 120 mln zł, a do końca sierpnia miał tylko o 14 mln zł więcej.

Aktualne dane dotyczą pierwszych ośmiu miesięcy tego roku. Wynika z nich, że po 1 stycznia, gdy ceny wzrosły, pasażerowie kupują wyraźnie mniej wszystkich rodzajów biletów. Np. sprzedaż jednorazowych spadła z 14,8 mln do 12,2 mln, czyli o ok. 17 proc. Najpopularniejszych 20-minutowych rozeszło się o ok. 11 proc. mniej. Gorzej idzie też dystrybucja biletów okresowych: 90-dniowych Zarząd Transportu Miejskiego sprzedał o 14 proc. mniej, a 30-dniowych o 15 proc.

Wpływy ze sprzedaży do końca sierpnia wzrosły tylko minimalnie – z 486 do 500 mln, czyli o 2,8 proc. Tymczasem według założeń ratusza w tym roku do kasy miasta w związku z podwyżką miało wpłynąć o 120 mln zł więcej niż przed rokiem. – To już nierealne. Dane za osiem miesięcy są jednoznaczne. Przyjęte w 2011 r. trzy kolejne podwyżki okazały się całkiem chybione. Są zbyt dotkliwe i w efekcie wiele osób zrezygnowało z jazdy komunikacją – komentuje radny Jarosław Krajewski (PiS), który zdobył najnowsze dane.

Rzecznik ZTM Igor Krajnow twierdzi, że do spadku sprzedaży biletów doprowadziła likwidacja wspólnej taryfy na linii kolejowej do Wołomina, remont mostu średnicowego, przerwa w kursowaniu metra w wakacje, utrudnienia w związku z budową stacji Ursus Niedźwiadek czy rosnąca popularność systemu rowerowego Veturilo. Powtarza też, że masowo kupowano bilety okresowe w grudniu zeszłego roku, czyli przed podwyżką. Tyle że ratusz podał wyniki rzeczywistych wpływów od początku roku, a te dotyczyły także biletów sprzedawanych wcześniej.

ZTM nie wie, w jakim stopniu do tych wyników mógł się przyczynić ujawniony wiosną proceder nielegalnego ładowania kart miejskich. Urzędnicy informują, że w tym roku wykryli 1254 przypadki fałszowania biletów.

Rzecznik ratusza Bartosz Milczarczyk bagatelizuje ostatnie wyniki dotyczące sprzedaży. – Nie ma w nich nic kontrowersyjnego. Udało się osiągnąć wzrost wpływów. Przypominam też, że od nowego roku system biletowy zostanie całkowicie zmieniony. Chcemy premiować tych, którzy w Warszawie płacą podatki. Wprowadzimy korzystniejszy bilet 75-minutowy. Sens będzie więc miało dopiero porównanie danych ze sprzedaży biletów w kolejnych latach – przekonuje.

Zgodnie z wrześniową uchwałą Rady Warszawy płacących podatki w Warszawie ominie kolejna podwyżka cen biletów okresowych od nowego roku. Nie będą też po raz kolejny drożały bilety kartonikowe, a jednorazowy zostanie zastąpiony 75-minutowym w tej samej cenie (4,40 zł).

[symple_testimonial by=”Michał Wolański”]Karta Warszawiaka to spóźniony i niewystarczający ruch.

– Jeśli przy dotacji na komunikację miejską rzędu 2 mld zł rocznie podwyżka przynosi dodatkowo tylko kilkanaście milionów, a jednocześnie spadki sprzedaży biletów sięgają niemal 20 proc., to jest to wielka porażka aktualnych władz ZTM. To pokazuje, że plan podwyżek był całkowicie nieprzygotowany. Nie wystarczy teraz rezygnacja z kolejnej podwyżki. Te spadki pokazują, że powinno się wycofać także z poprzednich.[/symple_testimonial]

 

[symple_testimonial by=”Jarosław Osowski”]Sytuacja staje się coraz bardziej poważna, dlatego dziwi, że ratusz lekceważy problem. Pierwsze niepokojące sygnały o spadającej sprzedaży biletów były już w lipcu. Niepomyślne dane w odpowiedzi na interpelację radnego Jarosława Krajewskiego przekazał wtedy dyrektor ZTM Leszek Ruta, który po kilku dniach stracił stanowisko. Do dziś nie ma jego następcy. Coraz mniej przekonujące są argumenty o rzekomo masowym kupowaniu biletów kwartalnych na zapas tuż przed podwyżką – ile rodzin było stać na jednorazowe wyłożenie 440 zł od osoby, by przez pół roku zaoszczędzić 60 zł? Zresztą te bonusy są już wykorzystane – od lipca także ta grupa pasażerów musi płacić więcej, a wyniki finansowe nadal są kiepskie.

Bilety zdrożały od 11 proc. (30-dniowe) do 30 proc. (20-minutowe), a wpływy z ich sprzedaży wzrosły tylko o 2,8 proc. Prawdziwym powodem jest zapewne to, że pasażerowie zniechęceni coraz wyższymi cenami zwłaszcza w II strefie podmiejskiej odwracają się od komunikacji – opłaca się dojeżdżać samochodem, bo parkowanie w centrum nie drożało od pięciu lat. Można też przypuszczać, że rośnie szara strefa – ludzie fałszują bilety albo częściej jeżdżą na gapę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spotkałem kontrolera. W grudniu 2012 r. było ich 174, w tym roku ich liczba spadła do 111, ostatnie dane z września mówią o 128. W obawie przed strajkiem ratusz odłożył też odebranie przesadnych przywilejów pracowniczych i za darmo wciąż może jeździć wielotysięczna rzesza bliskich osób zatrudnionych w komunikacji.

Dużo niższe wpływy ze sprzedaży biletów od zakładanych 120 mln zł oznaczają powiększenie dziury budżetowej, która jeszcze przed podwyżką wynosiła 190 mln zł. To dlatego od czerwca ZTM skasował lub skrócił niektóre linie autobusowe, inne zaś kursują rzadziej. Czego możemy się spodziewać teraz? Nie można wykluczyć kolejnych cichych cięć w komunikacji, wolałoby się głośnie w rozrośniętej administracji.[/symple_testimonial]